Najpiękniejszymi dla mnie świętami w czas okupacji było Boże Narodzenie.

Za  oknami szczypał mróz, śnieg skrzypiał pod nogami przechodzących ulicą ludzi, okna zamarznięte całkowicie i tylko w naszej „kozie” buchał ogień raz po raz podsycany chrustem przyniesionym przez Babcię lub Mamę z lasu. Od czasu do czasu któraś z nich podkładała kawałem torfu dla podtrzymania ognia.

Boże Narodzenie – nie rozumiałem jeszcze znaczenia tego święta, ale wiedziałem, że będziemy ubierali choinkę. A przygotowania do tego były już o wiele wcześniej. Nie mieliśmy w ogóle żadnych ozdób choinkowych, bo przecież Mama po powrocie z „ucieczki” we wrześniu 1939 roku w przypływie rozpaczy zniszczyła je wszystkie, bo tylko one się ostały po ograbieniu nas niemal z wszystkiego. I tak na kilka dni przed świętami Babcia z Mamą siadały przy stole i przy świetle karbidówki robiły choinkowe gwiazdki z pasków papieru wąsko pociętego. Był on z niemieckich gazet… To pamiętam… Z wydmuszek jajek powstawały jakieś koguciki, może jeszcze inne ozdoby. Łaciński po kryjomu przed Niemcami przynosił nam choinkę i wtedy pachniało nią w całej izbie. Choinka była niewielka, gdyż w naszym mieszkaniu za mało było miejsca na większą. Stała zawsze na tej wiklinowej etażerce. Naturalnie, że nie było na niej żadnych świeczek ani zimnych ogni, bo i skąd…

Pamiętam, że u ciotki Herczyńskiej Henia i Jurek też ubierali choinkę, ale oni byli starsi  ode mnie i pozwalano im na to. Na któreś tam Boże Narodzenie Ciotka pożyczyła nam nieco zabawek i miałem wielką radość. Bombki kolorowe, duże i małe zawisły na naszej choince, ale zaraz po jej rozebraniu te zabawki trzeba było oddać. Dwie bombki się stłukły i na drugi rok Ciotka już nie chciała nam pożyczyć żadnych zabawek.

Mieliśmy jednak choinkę samymi papierowymi gwiazdkami obsypaną i niczym więcej, uboga choinka w ubogiej izbie…

The topic in Kunena hasn't been created yet. Add your reply.
Our website is protected by DMC Firewall!