Przypominam sobie, że na to wypiekanie chodziliśmy do Łuczywka, choć bliżej znajdowała się piekarnia Gajdy. Chodziłem do tamtej piekarni razem z Mamą i przyglądałem się temu, co się w niej dzieje.

Na moje dziecięce rozeznanie piec piekarniczy był ogromny. Do paleniska można było się dostać, schodząc w dół kilkoma schodkami. Z obu boków w specjalnych zagłębieniach stały dość silnie świecące lampy naftowe, których światło przez szybki oświetlało wnętrze pieca. Ta lampy, aby światło z nich było mocniejsze, miały przymocowane okrągłe powiększające lusterka , które doskonale pełniły swą rolę niby reflektory.

Z boku leżały łopaty do wyjmowania pieczywa lub przesuwania go w inne miejsce paleniska. I były jeszcze półki, na którym Łuczywek układał ukształtowany już chleb i po zmoczeniu go wodą specjalnym pędzlem dopiero wsadzał do pieca.

A na długim stole pod oknem ustawionym można było wyrabiać to świąteczne ciasto z bardzo skromnych produktów. Czasami Mama piekła ciastka wyciskane przez maszynkę, ale i w  nich wyczuwalny był zapach oleju, nawet w tych słynnych amoniaczkach tak samo.

Przychodziliśmy do Łuczywka już wtedy, gdy piec był wolny po wypieku chleba, na co  Niemcy pozwolili tylko raz dziennie. Tego chleba ludziom zawsze brakowało.

The topic in Kunena hasn't been created yet. Add your reply.
DMC Firewall is a Joomla Security extension!