Naturalnie, że Łuczakowie z pobytu Eriki w ich domu nie mieli żadnych korzyści, a raczej straty, bowiem Pani Aniela musiała na obiad gotować to, co chciała Erika.

Ale dzięki niej wiele osób zamieszkałych w Osjakowie uratowało się przed wywiezieniem na roboty w głąb Niemiec.

Otóż, a na pewno było to lato 1943 roku, Osjaków obiegła wiadomość, że będą wywozić na roboty.

Poprzez „pantoflową pocztę” wszyscy wiedzieli, kto ma być wywieziony. I rzeczywiście – żandarmi, chodząc do tych „wytypowanych” na „wywózkę” osób, zawiadamiali je, że w tym i w tym dniu o godzinie tej i tej mają się zebrać na ulicy Targowej z rzeczami osobistymi, które miały wystarczyć na jakiś czas pobytu poza domem. To dotyczyło i mojej Mamy. Pamiętam szloch Babci, gdy dowiedziała się o tej wysyłce. Mama, płacząc, zaczęła szykować się do tej dalekiej drogi w nieznane. Ja nie wiedziałem, co się dzieje, jako dziecko jeszcze nie rozumiałem wielu spraw ważnych dla innych. I rzeczywiście w umówionym dniu na Targowej stawili się wszyscy wyznaczeni. Był płacz niesamowity… Tych, którzy mieli wyjechać na roboty do Niemiec nie było wielu, może kilkanaście osób. Ale byli już gotowi do podróży. Już czekali na samochody, którymi  mieli wyjechać. I w pewnym momencie tych dramatycznych chwil na ulicę zajechał osobowy samochód, z którego wysiadł jakiś niemiecki oficer a z nim właśnie bardzo uśmiechnięta Erika. Pamiętam, że ów oficer po niemiecku powiedział, że wyjazd jest odwołany i wszyscy mają wracać do swych domów. Radość była ogromna. Wszyscy z jej powodu płakali, rzucali się sobie na szyje, ściskali jeden drugiego. Pamiętam to, bo sam widziałem tę radość, ponieważ i moja mama również była naszykowana na tę wywózkę, pamiętam…

The topic in Kunena hasn't been created yet. Add your reply.
DMC Firewall is a Joomla Security extension!