I zaraz dwa, a może trzy schodki, nie pamiętam, i już wchodziło się do obszernej kuchni z dwoma oknami, nawet dość szerokimi. Zaraz po lewej stronie, niemal przy samych drzwiach, znajdowały się schody drewniane osłonięte pomalowaną na brązowo drewnianą ścianką z desek zrobioną i z wejściem zabezpieczonym takiego koloru drzwiami. Schodami tymi wchodziło się na strych, na którym zaraz na prawo były drzwi do pokoiku należącego do Pani Marii. Nie przypominam sobie jego urządzenia, bo może byłem w nim dwa, trzy razy. Okno tego pokoiku wychodziło na zachodnią stronę i z niego widać było zapewne nawet osjakowską Mazurkę. A strych był rozległy, ale zawsze ciemny, jakby nieprzenikniony. Zapewne służył za skład wszelkich niepotrzebnych już rzeczy.

Pomieszczenie kuchni w domu Łuczaków było obszerne i przyjazne dla każdego przybysza. To w tej kuchni od razu można było poczuć jakąś serdeczną atmosferę dla każdego, kto wstąpił w progi tego domu.

Zaraz za drzwiami po prawej stronie znajdowała się ni to skrzynia, ni to jakowaś szafka, która okazała się być umywalką przykrytą drewnianą klapą zakrywającą miednicę i pod nią wiadro na wylewanie brudnej już wody. Obok, przy innej ścianie stała szafa z kuchennymi naczyniami,  zaś przy oknie od zachodniej strony, duży stół się znajdował i pamiętam, że był przykryty ceratą kolorową. Natomiast na parapecie tego okna w dzień zawsze stała lampa naftowa ze zwykłym szklanym kloszem, którą dopiero wieczorem, stawiając na owym kuchennym stole, zapalano.

A dalej, przy ścianie oddzielającej kuchnię od pokoju, był piec, ale jedyny w swoim rodzaju, bo płytę miał ogromną i piekarnik wyżej obok niej umieszczony. To w tym piekarniku Pani Aniela wypiekała chleb, który, mimo czasu wojny, smakował jak nigdy.

Our website is protected by DMC Firewall!