Moja Babcia, zresztą i Mama również miały wiele znajomych, ba nawet przyjaciółek, które nie mieszkały w samym Osjakowie, ale jakby na jego obrzeżach. Krzętle czy Dębinę można było uznać już za Osjaków. Na Krzętlach mieszkali wspomagający nas Przydaczowie, Dworaczykowie, a może jeszcze i inni przychylni nam gospodarze…

W Dębinie, na „Dębinie” wtedy mówiono, wielce zaprzyjaźnioną z naszą rodziną byli Majszakowie. Ta przyjaźń trwała od wielu lat, bo Aniela Majszakowa,  jako młoda dziewczyna, zaczęła u Babci uczyć się szycia. Jeszcze w czasie okupacji, podobnie jak Zosia Rajsówna, przychodziła do nas, by coś sfastrygować, wyprasować żelazkiem na tak zwaną „duszę”, czy po prostu posiedzieć i poplotkować. Majszakowie mieli w Dębinie niewielkie gospodarstwo, własny dom drewniany oczywiście i w maju, czerwcu zawsze cały w bzach i jaśminach pachnących. Franciszek – mąż Anieli dbał o gospodarstwo, miał nawet dwa ule, których Niemcy, dziwnym trafem, nie kazali zlikwidować.

Majszakowie mieli dwoje dzieci – Gabrysię i Bogdana, którzy, mimo że mieszkali, jak się wtedy mówiło „za rzeką” często sami, bo byli nieco starsi od nas, wędrowali w nasze „okolice”, by bawić się razem z nami. Bogdan wspaniale potrafił się wspinać na drzewa, ot, tak dla zabawy. Gdy był już niemal na czubku jakiegoś drzewa machał do nas i krzyczał, a my staliśmy z rozdziawionymi buziami.

The topic in Kunena hasn't been created yet. Add your reply.
Our website is protected by DMC Firewall!