Natomiast dziwnie bałem się męża Pani Pyszkowskiej, który był człowiekiem bardzo małomównym, nigdy się nie uśmiechał, patrzał tak jakoś dziwnie znad okularów i ciągle coś majstrował, chyba by tylko zabić czas, który Pani Zosia spędzała w aptece. Pan Pyszkowski raczej unikał spotkania z nami, ale zawsze, gdy tylko go zobaczyłem, od razu stawałem się bardziej grzeczny. Będąc nauczony przez Mamę i Babcię mówienia osobom starszym „dzień dobry”, robiłem to nawet za każdym razem, gdy kogoś starszego spotykałem w ciągu dnia. Tadek śmiał się ze mnie, gdy po raz któryś w ciągu dnia jego Tacie mówiłem „dzień dobry”. Już wiedziałem, że śmieje się ze mnie, więc nie mogłem pozostawać dłużny i zawsze pokazywałem mu język, bo przecież nie chciałem się z nim bić, jak robiły to inne dzieci między sobą za jakieś przewinienia.

Ja nigdy nie umiałem się bić, może byłem od małego dziecka za wielkim tchórzem, a może tak celowo wychowywały mnie Babcia i Mama, by zaoszczędzić mi  bólu doznanego w czasie dziecięcych bójek..? Z Tadeuszem byliśmy w równym wieku, ale on zawsze się z kimś pobił i później Pani Zosia robiła mu okłady na guzy, dziecięce guzy na czole w piegach całym, zdobyte w walce…

The topic in Kunena hasn't been created yet. Add your reply.
DMC Firewall is a Joomla Security extension!