Zofia Pyszkowska, razem ze swym mężem i synem Tadeuszem, mieszkała w ceglanym domu Kępińskiej, siostry Łacińskiej, na pierwszym piętrze przy dzisiejszej ulicy Targowej, a na parterze prowadziła aptekę. Ten dom istnieje do dnia dzisiejszego, tylko już nie ma ani Pani Zofii, ani jej męża, ani ich syna – Tadeusza, który zmarł bardzo niedawno. Odeszła również Jadzia Zajęc, którą po śmierci Rodziców w ciężki okres okupacji, państwo Pyszkowscy zabrali do siebie i po prostu wychowywali przez wiele, wiele lat, jak swoją córkę. Byliśmy dziećmi i z Tadziem, Jadzią, bawiliśmy się niemal każdego dnia. Najbardziej lubiliśmy grę w chowanego, która wywoływała w nas zawsze chwile przeróżnych dziecięcych emocji, bo przecież jeszcze nie byliśmy na tyle świadomi, że wokół  nas dorośli przeżywają tragedię każdego dnia, każdej godziny. Do naszej trójki dołączyli również Hania Jasicka, Tadziu i Basia Gajdowie, Tadziu Nierychły, czasem Basia i Halina Łacińskie, które były już o kilka lat starsze od nas i miały nawet nakaz od naszych mam pilnowania nas podczas zabaw beztroskich w różnych miejscach ówczesnego Osjakowa.               

Pod ich opieką, wspaniałych dziewcząt niewiele od nas starszych, chodziliśmy na pobliskie łąki, gdzie pasła się krowa naszych gospodarzy, biegaliśmy w dół ulicą „do Gieraków”, choć sami jeszcze nie kąpaliśmy się w rzece, baliśmy, bo tego nam stanowczo zakazywano, by samemu wchodzić do wody. Nawet jako przykład nieposłuszeństwa moja Mama opowiadała  mi o tragicznej śmierci małej Pawlakówny, która nie słuchała swej mamy i sama poszła się kąpać, a potem stała się tragedia, bo dziewczynka się utopiła. Takie opowieści przerażały nas strachem i może zawsze nad rzeką wobec wody odczuwaliśmy duży respekt. Ale lubiliśmy chodzić nad rzekę, nawet po to, by  poczuć pod stopami ciepły żółty piasek, którym w niektórych miejscach zasłane były jej brzegi… Chodziliśmy nawet dość daleko brzegiem rzeki i przechodziliśmy wąskim przejściem, bo z jednej strony był wysoki brzeg obok a z drugiej rzeka głęboka. Nie wiem, czy wówczas zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że na tym wysokim dla nas wówczas brzegu w zabudowaniach gospodarskich plebanii, po zajęciu jej przez żandarmów, znajdowała katownia dla zatrzymywanych Polaków… Wówczas chyba o tym nie wiedzieliśmy…

I zaraz na skarpie ażurowy mur cmentarza a na brzegu, nad samą rzeką owe stare drzewa, co to były tak rozrośnięte, że swymi gałęziami wodę spijały z rzecznej toni… I wędrowaliśmy dalej łąkami ku miejscu, gdzie był cmentarz żydowski na niewielkim już wzgórku.

The topic in Kunena hasn't been created yet. Add your reply.
DMC Firewall is developed by Dean Marshall Consultancy Ltd