I już, idąc ku domowi Łacińskich, ale przeciwną stroną ulicy, w malutkim drewnianym domku mieszkała razem ze swą córką –Hanią – Pani Jasicka. Bardzo dobra kobieta, której mąż przebywał w niewoli niemieckiej, w swoim obejściu trzymała kozę i zawsze chodziłem tam z garnuszkiem na cieplutkie, prosto z udoju, kozie mleko. Czasami tego mleka było bardzo, bardzo mało, szczególnie zimą, ale Pani Jasicka i tę odrobinę sprawiedliwie dzieliła miedzy Hanię i mnie. Już wtedy zacząłem rozumieć w jaki sposób ludzie pomagali ludziom… I jak wiele od innych zależy… A wiele lat później dowiedziałem się, że mąż Pani Jasickiej powrócił z niewoli i uprawiał zawód zduna bardzo pożytecznego ludziom.

Domek Pani Jasickiej  był drewniany, bielony wapnem, na podwórku rosły jakieś drzewa owocowe, przed wejściem krzewy bzu, a obok studni jaśminu. To dość obszerne podwórze graniczyło z placem wjazdowym posterunku żandarmerii oddzielonym od ulicy żelazną bramą. Bliskość posterunku była dla Pani Jasickiej utrapieniem łączącym się ze strachem, trwogą nawet, toteż czasami kobieta zabierała Hanię i przychodziła do nas, bo już nie mogła wytrzymać wysłuchiwania krzyków torturowanych Polaków.

DMC Firewall is a Joomla Security extension!