W tej obórce znajdował się jeszcze stryszek, na który gospodarze wrzucali siano, by łatwiej im było później podawać paszę do żłobu owej “mlecznej świętości”.  Ten stryszek-niby komórka miał do spełnienia jeszcze jedno zadanie. Otóż w tym sianie podczas, jak myśmy to nazywali, wywózki „na roboty” do Niemiec, ktoś zawsze się mógł przechować, by uniknąć rozstania z rodziną i z Osjakowem. Wywózki najczęściej odbywały się nocą, dlatego już po zachodzie słońca moja Mama, szczupła okropnie i potężna Pani Łacińska, wcześniej uprzedzone o mającej nastąpić obławie, przedostawały się na ten stryszek przy pomocy drabiny, a właściwie drabinki tam się znajdującej o bardzo mizernych szczeblach.

Mama jak Mama, szczupła, bardziej sprytna, zeszła bez żadnej sensacji, ale po niej chciała zejść Pani Łacińska. Miała pecha, bo jeden ze szczebli owej drabinki tylko zatrzeszczał pod ciężarem jej ciała i owa jejmość spadła z pewnej wysokości. Wiedziała, biedaczka, jak się zachować, bo choć ją ta ręka musiała bardzo boleć, nawet nie krzyknęła, bojąc się, by któryś z Niemców nie usłyszał.

I tak owo ukrywanie się na stryszku w stodółce Łacińskich, bo już Niemcy zorientowali się, że to miejsce może być doskonałą „meliną” dla dorosłych i szukając kogoś tam pierwsze swe kroki kierowali właśnie ku wejściu do tego miejsca.

DMC Firewall is developed by Dean Marshall Consultancy Ltd