Do tej naszej izdebki od ulicy wchodziło się przez drewniany ganek z daszkiem, jakby przyklejony do tej drewnianej chaty Łacińskich . Na nim, po obu stronach były nawet ławeczki, na których bardzo często odpoczywali przechodnie, nawet przypadkowi. Dziś już nie ma takich drewnianych ganeczków z drewnianymi ławeczkami zapraszających do odpoczynku. Zaraz za drzwiami znajdowała się maluteńka sień, z której prowadziły drzwi do naszego pomieszczenia. Tę sień Babcia i Mama wykorzystywały jako szczególnego rodzaju schowanko. Na jednej ścianie, zaraz za drzwiami, wisiała balia do prania, były jakieś półki na wszelkie zbędne rzeczy, których nie mieliśmy gdzie podziać w ciasnym mieszkaniu. W kącie stał kosz wiklinowy, który brał udział w naszej wrześniowej ucieczce. Ten kosz również przetrwał wszystkie zawieruchy i przeprowadzki do dnia dzisiejszego.

Mała izba w drewnianym starym domu serdecznych dla nas Łacińskich...

W niej znajdował się nawet piec kaflowy, w którym przecież nie sposób było gotować, więc Mama z Babcią dostawiły do niego podłużny piecyk żelazny na dwie fajerki, kozą inaczej zwany i na nim gotowały to, co było. Pamiętam, bo już byłem nieco starszy, że w tej izbie mieliśmy bardzo ciasno.

Babcia, jakimś cudem odzyskała swą maszynę do szycia, a była krawcową i ustawiła ją pod samym oknem. Obok stał stół, w rogu izby ciężka dębowa szafa, później dwa łóżka, jeszcze dwa tylko krzesła, no i ten żelazny piecyk. To było wszystko, co mieliśmy. Gdy nie było na czym usiąść, siadano wprost na krawędzi łóżka albo na pudle, które służyło do przykrywania maszyny, by się nie kurzyła…

DMC Firewall is developed by Dean Marshall Consultancy Ltd