A my zamieszkaliśmy w drewnianym domu Łacińskich, w jednej jego izbie, której dwa małe okienka wychodziły na dzisiejszą ulicę Spacerową, a przed nimi znajdował się wąziutki pas ogródeczka oddzielony od ulicznego brukowanego kamieniami chodnika niskim i bardzo zmurszałym płotkiem.

W tym ogródku nigdy nic nie rosło, same chaszcze, ale tam była akacja, która zasłaniała pełny widok z okien na ulicę. Wiosną pachniała miodem i jedliśmy jej kwiatki, które w naszych dziecięcych ustach nabierały słodkiego smaku. Jedna akacja, o której mówiono, że kiedyś ją zjedzą kozy, które jeszcze niektórzy przetrzymywali w komórkach swych podwórek. Słyszałem te dziecięce „plotki” i byłem gotowy do bójki na pięści z tym, który mi o tym mówił. Przecież nie mogłem dopuścić do tego, by moja ukochaną akację zjadła koza…

Nasze dwa okienka izdebki wychodziły niemal wprost na parterowy budynek z cegły murowany, w którym mieścił się na samym początku okupacji posterunek żandarmerii niemieckiej. Dzisiaj w tym domu mieści się w nim Gminna Biblioteka. Niski z dużymi wtedy oknami, weneckimi zwanymi, w dzień zawsze odsłoniętymi, a niejednokrotnie otwartymi na oścież, przez które przechodzący ulicą widzieli i słyszeli, jak są bici ci, którzy wpadli w ręce żandarmów.

The topic in Kunena hasn't been created yet. Add your reply.
DMC Firewall is a Joomla Security extension!