Z mieszkania, które zajmowaliśmy do tej pory, Niemcy wyrzucili nas od razu do innego domu, ale stojącego przy tej samej osjakowskiej ulicy. I stamtąd nas również wyrzucono, bo tam musiała zamieszkać rodzina żandarma sprowadzona z terenu Wołynia. Lorkowie się nazywali.

Wiele takich rodzin niemieckich przyjeżdżało z Wołynia do Osjakowa. Nasze mieszkanie zajęli więc Lorkowie, a na piętrze tego domu zamieszkali Wąsikowie, również z Wołynia przybyli. Lorek i Wąsik później odznaczali się wielkim okrucieństwem wobec Polaków.

Twarzy Lorka i Wąsika, utrwalonych w mej pamięci gdzieś w roku 1942, może jeszcze wcześniej, nie zapomnę nigdy. Lorkowie moją Babcię zmusili, by im gotowała, ale czyniła to tylko przez jakiś czas, bo później, szczęśliwie dla niej, zrezygnowali z jej “usług”.

Babcia miała w Osjakowie swą siostrę – Stefanię Herczyńską, żonę Ludwika, znanego przed wojną rzeźnika i restauratora. Otóż w tym małżeństwie było dwoje dzieci – Jerzy i Henia, która wówczas miała zaledwie niecałe dwanaście lat. To właśnie Henię Lorkowa upatrzyła sobie na swą posługaczkę. Musiała ona nosić wodę ze studni znajdującej się na wybrukowanym rynku osjakowskim, gdzie dzisiaj jest skwer zielony, musiała prać, palić w piecach, rąbać drzewo. Lorkowie mieli dwoje dzieci – dziewczynkę Traudę i niemowlaka jeszcze - Trudego i Henia je bawiła, gotowała obiady i sprzątała mieszkanie. A wszystko to robiła to w obawie, by nie być wywiezioną na roboty do Niemiec, bo przecież grożono jej, że jeżeli nie będzie pracować, to ją wywiozą . Biedna Henia, z ciągle odmrożonymi dłońmi, ustawicznie zakatarzona, pracująca ponad swe siły.

The topic in Kunena hasn't been created yet. Add your reply.
DMC Firewall is developed by Dean Marshall Consultancy Ltd