Poza nimi pozostało nam tylko to, co Mama i Babcia zdołały wziąć na czas ucieczki. Zachował się również do dnia dzisiejszego mały aluminiowy rondelek, który jeszcze do tej pory jest przydatny do czegoś tam...

Później odnalazła się przytaszczona przez kogoś życzliwego etażerka wiklinowa, jakaś kozetka, którą i tak za jakiś czas zabrała rodzina niemiecka Dawidów, podobnie jak mój dziecinny wózek, co to bardzo podobał się pewnej Niemce – Andermanowej i wzięła go dla swojego dziecka, czyli po prostu nas z niego ograbiła. Jak mówiła mi moja Mama, to ten wózek był piękny i jak na owe czasy bardzo drogi. Nie pamiętam tego wózka dziecinnego, bo i skąd w tym wieku mogłem zapamiętać, ale widzę oczy mojej Mamy, gdy po wielu latach wspominała o tamtych wydarzeniach. I te łzy w jej oczach przy wspomnienia tamtych chwil, smutnych dla niej i bardzo wielu.

Już wiele nie pamiętam z maminych wspomnień o ucieczce wrześniowej, ale widzę to wszystko w mej wyobraźni dzięki tym opowieściom... Tak było naprawdę...

Teraz często zastanawiam się, jak to jest… Kiedy byliśmy młodzi, to nie słuchaliśmy tego, co pragnęli, ba, co usiłowali nam opowiedzieć starsi… Ich wspomnienia o dawnych latach uważaliśmy za nudne i dla nas męczące… Nigdy na ich wysłuchanie nie mieliśmy czasu i staraliśmy się uciekać od nich podczas tych opowieści… A teraz żałujemy, że ich nie słuchaliśmy, gdyż w naszej pamięci pozostała ogromna luka i najczęściej już nie ma kto przypominać nam o przeszłości… Nie ma już tych ukochanych osób miedzy nami…

Our website is protected by DMC Firewall!