Pani Dederkowa, która całe „wyzwolenie” była w swym drewnianym domu, znała język rosyjski i dzięki temu uratowała babciną maszynę do szycia. Tłumaczyła Rosjanom, którzy już ładowali ją na samochód, że jest to jedyne źródło utrzymania jej przyjaciółki, czyli mojej Babci. Ostała się tylko ta maszyna do szycia, bo co tylko mogli, zrabowali nasi „wyzwoliciele”...

Przez okno widziałem żołnierzy sowieckich chodzących we wszystkie strony, a później znów jechały czołgi w jedną tylko stronę - „na Berlin”, jak później  mówiono. Jeden z tych czołgów wjechał na podwórze posesji  Łacińskich. W naszej izbie pojawili się pierwsi sowieccy żołnierze. Babcia bardzo dobrze znała rosyjski i z nimi rozmawiała. Jak się okazało przybysze mieli u nas spać i to kilka nocy. Zażądali dla siebie tych naszych dwóch łóżek, a nam przynieśli ze stodoły Łacińskich nawet dość dużo słomy, którą Mama rozrzuciła grubą warstwą na podłodze i ta słoma miała nam służyć za posłanie i to nie przez kilka nocy. Żołnierze ci byli załogą owego czołgu, który stał w obejściu. Może dlatego czuć było od nich odór smarów zmieszany z potem i po prostu brudem niemytych od długiego czasu ciał. Bały się ich i Babcia, i Mama. Pamiętam, że pytali o zegarki, pokazywali na przeguby dłoni i wołali: „czasu!!!”, a przecież takich zegarków nie było w naszym bardzo już skromnym „majątku”.

The topic in Kunena hasn't been created yet. Add your reply.
Our website is protected by DMC Firewall!