A obok domu, w którym mieszkała były jakieś uliczki prowadzące w pole i dość duży plac zwany „końskim targiem”.  Plac ten wówczas nam dzieciom wydawał się ogromnym. Zimą, gdy zamarzała na nim woda pozostała po wcześniejszych jesiennych deszczach, a jeszcze nie było śniegu, służył nam za wspaniałą ślizgawkę. Nie przypominam sobie jednak na tym placu żadnego targu, na którym handlowano końmi. Latem na placu panowała cisza i tylko od czasu do czasu podmuch wiatru unosił nad nim tumany kurzu.

Przypominam sobie, jak pewnej wczesnej jesieni, ponoć przymusowo, wylądował na nim duży niemiecki samolot. Biegaliśmy niemal wszyscy, by z bliska popatrzeć na to dla nas wielkie dziwo, ale mogliśmy obejrzeć go tylko z dość znacznej odległości, bowiem wojsko niemieckie dokładnie obstawiło cały plac, pilnując go przez dwa czy trzy dni. Wiem, bo zapamiętałem, że samolot ten miał dwa silniki i był, jak dla nas bardzo wysoki. Widzieliśmy również jego dwóch pilotów ubranych w skórzane krótkie kożuchy i takie same spodnie i buty. Na głowach mieli, oczywiście według nas, przedziwne czapki, na których widać było również okulary nigdy przez nas nie widziane.

W Osjakowie był i drugi wypadek z samolotem. Jakoś tak pod jesień rozeszła się wieść, że przy szosie prowadzącej w stronę Konopnicy rozbił się inny samolot. Biegliśmy tam co tchu i zobaczyliśmy leżący kadłub maszyny wryty dosłownie w rów. Nie mogliśmy jednak tam pozostawać zbyt długo, gdyż już nadjeżdżały ciężarówki z żołnierzami mającymi ochronić rozbity "aeroplan". Tutaj już pełno było osjakowskich żandarmów i ów wóz strażacki, w którym miejsce przy kierowcy zajmował niemiecki komendant - Anderman. Do domu biegliśmy zdyszani, rycząc: "Samolot się rozbił!!!". W przeciwną stronę już biegli inni ciekawscy, w których twarzach zapamiętałem radość i uśmiech. Prawdę powiedziawszy w domu czekała na mnie już bardzo zdenerwowana mama, o tym że to się stało dowiedziała się wcześniej. Dostałem za tę eskapadę kilka klapsów, jakbym zrobił Bóg wie co. Za karę nie wychodziłem nawet na podwórko przez dwa dni, choć z ulicy wywoływali mnie koledzy - Tadeusz Pyszkowski i Janusz Nierychły. Nawet Basia i Halina Łacińskie starały się wyciągnąć mnie z domu, ale raz, że bałem się dość twardej ręki mamy, a po wtóre nie chciałem sprawiać jej przykrości.

The topic in Kunena hasn't been created yet. Add your reply.
DMC Firewall is developed by Dean Marshall Consultancy Ltd