Jako dziecko wiedziałem już, że osjakowscy żandarmi byli okrutni.

Przecież nie jeden raz widziałem przez te okna posterunku zanim nie przeniesiono go na plebanię, w jaki sposób hitlerowcy katowali złapanych Polaków. Jak ich bili i torturowali. Widziałem też, jak z tego posterunku wychodził Lorek czy Wąsik, a może Dawid, czy Schpeit, a może Anderman i jacy byli zadowoleni, jacy uradowani, że skatowali kogoś z Polaków. To były pierwsze obrazy męczeństwa ludzi, jakie zapamiętałem, bo później następowały jeszcze inne, jeszcze bardziej straszliwe w tamten czas okupacji. Dziwili się wszyscy, że oni tak dobrze mówili po polsku, a później dowiedzieliśmy się, że osjakowscy Niemcy byli przywiezieni z Wołynia, gdzie język polski przed wojną był przecież językiem narodowym, gdyż ziemie te należały do Polski.

Babcia jednak musiała im szyć, a Mama robić swetry, prawo wojny okrutnej dla dwóch kobiet za jedzenie czasami, którego Niemcy nie mogli zjeść.

Pamiętam, jak Lorkowa pewnego dnia przyniosła nam dwie czy trzy ryby, które podobno w rzece złowił jakiś chłopak i wielką dumą powiedziała, że jej mąż musiał go zastrzelić, bo przecież Polacy nie mają prawa łowić ryb w niemieckich rzekach. Moja mama rozpłakała się wtedy i przyjęła od niej te ryby, ale zaraz, po jej wyjściu, w ogródku Łacińskich i przy nich, zakopała je i wszyscy bardzo długo modliliśmy się nad ich grobem. Mama i Babcia płakały, i wszyscy płakali. Nie bardzo rozumiałem o co chodzi, dopiero później, po kilku latach, uświadomiłem sobie, że modlitwy nad grobem zakopanych ryb były poświęcone w intencji zastrzelonego przez Lorka niewinnego chłopaka.

The topic in Kunena hasn't been created yet. Add your reply.
DMC Firewall is a Joomla Security extension!