Okupanci wszędzie tropili tych, którzy nie stosowali się do ich poleceń, nakazów, zakazów. Nawet w godzinach południowych chodzili po domach i sprawdzali, co się w garnku gotuje. Jeśli było to mięso, od razu wylewali zawartość garnka na podłogę i  bili domowników pejczami skórzanymi. A później rozpoczynali śledztwo czy czasami to mięso nie pochodziło z nielegalnego uboju. Polacy mogli hodować jakieś zwierzęta, ale one musiały być zakontraktowane i przeznaczone tylko dla Niemców. Pamiętam, że wszystkie świnie musiały mieć z odpowiednim numerem kolczyk w uchu, a każde zabite zwierzę musiano oddawać w niemieckim skupie. Tak samo było i z mlekiem od polskich krów, które Polacy musieli oddawać do zlewni.  Polskim gospodarzom nie wolno było nawet dla siebie zostawiać ani odrobiny mleka. Wszystko miało iść tylko dla Niemców, dla Niemieckich dzieci. Później zrozumiałem, dlaczego dzieci dostawały od gospodyni kubek mleka od razu po wydojeniu krowy. Obawiano się bowiem rewizji w poszukiwaniu mleka pozostawionego nawet na własne potrzeby, nawet dla własnych dzieci, więc one piły to mleko natychmiast po wydojeniu. Polacy nie mieli prawa do niczego. Żyli całkowicie zniewoleni, zastraszeni, ale i tak podejmowali współpracę z tajnymi partyzanckimi grupami.

Przykładem tego rodzaju kontaktów  może być działalność syna Pani Dederkowej, tej, która mieszkała obok nas, obok domu Łacińskich. Natomiast On wraz żoną i córeczką, starszą ode mnie chyba nawet o kilka lat, mieszkał naprzeciwko domu Łuczaków, przy ulicy targowej. Pamiętam go. Wysoki, z czarną czupryną o kręconych włosach mężczyzna. Był bardzo lubiany przez mieszkańców nie tylko Osjakowa, ale i całej okolicy. Znali go wszyscy.

The topic in Kunena hasn't been created yet. Add your reply.
Our website is protected by DMC Firewall!