W jedenastej klasie, maturalnej oczywiście, bo wówczas był inny system i podział szkół średnich, języka polskiego uczyła mnie najwspanialsza polonistka, jaką kiedykolwiek udało mi się spotkać. A była nią przedwojenna absolwentka Wydziału Filozofii Uniwersytetu Jagiellońskiego – Pani Maria Niekrasz. Była wspaniałym pedagogiem, cudowną kobietą i wielką aktorką. Do tej pory pamiętam jej wykłady o Stanisławie Wyspiańskim, o teatrze, o Krakowie. Słuchaliśmy z zapartym tchem wszystkiego, co nam mówiła. A Ona stała na podeście katedry z dłońmi w teatralnym geście złożonymi i zaczynała: „U stóp Wawelu miał ojciec pracownię…”. I płynęły wspaniale słowa o autorze „Wesela”, a na innych lekcjach o „Zielonym Baloniku”, o Kazimierzu Przerwie - Tetmajerze. Cisza zalegała salę, nie słyszeliśmy nawet własnych oddechów ani bicia naszych serc, choć one biły przyśpieszonym rytmem, jakby chciały okazać miłość do Tej Wspaniałej Kobiety wpajającej nam miłość do literatury.

Kiedy teraz przechodzę ulicą Śląską i mijam budynek dawnego Liceum Ogólnokształcącego imienia Tadeusza Kościuszki, cisną się we mnie wspomnienia sprzed wielu, wielu lat. Przywołuję z pamięci zdarzenia z uczniowskich czasów, a przed oczami moimi stają profesorowie uczący mnie w tamtych klasach, którzy mieli ze mną zawsze wiele kłopotów.

Głównym powodem, a może i jedynym, gawędzenia o moim mieście, jest pragnienie przekazania wszystkim młodym ludziom tego, co zapamiętałem z dzieciństwa i młodości płynącej tym nurtem czasu, kiedy żyliśmy inaczej i wszystko było inne niż dzisiaj. Chcę im opowiadać o tym, czego już nie poznają i nie zobaczą, bo minęło bezpowrotnie i pozostało tylko w naszych powidokach.

Our website is protected by DMC Firewall!