Ponieważ do szkoły na Rudzką jakiś czas chodziliśmy na tak zwaną popołudniową zmianę, razem z Alą już od samego rana mieliśmy sporo czasu na przyglądanie się temu, co działo się w taki normalny targ wieluński na dzisiejszym placu Legionów, co to niegdyś zwany był placem Wolności.

Tutaj handlowało się już zupełnie czymś innym. Przypominam sobie, że już w samym ustawieniu wszystkich kramów zachowywano ustalony porządek. I tak na przykład kramy z tak zwaną łokciówką czyli z materiałami na ubrania i sukienki, ustawiane były od strony budynku dzisiejszej poczty, którego wówczas oczywiście nie było.

W innym miejscu placu sprzedawano zabawki, często bardzo prymitywne, ale nasze dziecięce oczy nigdy nie mogły nacieszyć się ich kolorami. Były tam drewniane koniki dziwacznie i pstro pomalowane, motylki trzepiące skrzydełkami, bo gdy je się poruszało, to kółka wprawiały je w ten ruch. Przypominam sobie, że takie same motylki robił nam Bronisław Łuczak w czasie okupacji, który w Osjakowie słynął ze wszystkiego i wszelkiej dobroci. Ale na tych wieluńskich straganach można było kupić małą kolorową piłeczkę na gumce i bawić się nią poprzez odbijanie od dłoni, co kończył się zazwyczaj bardzo szybko, bo w końcu piłeczka pękała, a wtedy ze smutkiem patrzyliśmy na to jak z niej pozostaje tylko grudka trocin i cieniuteńka gumka zwisająca u palca.

DMC Firewall is a Joomla Security extension!