Moja Mądra Mama opowiadała mi zdarzenie ze swego odległego już bardzo dzieciństwa, które przeżywała w Osjakowie, bo przecież stamtąd pochodziła jej rodzina. Osjaków był wtedy maleńką osadą z rozległym rynkiem wybrukowanym kamieniami, a na jego środku znajdowała się studnia z której wodę ciągnięto tak zwanym „koszurkiem”. Przy tym rynku blisko sto lat temu miał swą aptekę pan Błażejewski, który jak człowiek w podeszłym wieku, zmuszony był zatrudnić pomocnika aptekarskiego, na którego mówiono „prowizor”.

Musiał on posiadać ukończone studia farmaceutyczne, po których czekały go dwa lata stażu. I właśnie na taki staż przyjął go osjakowski aptekarz. Dzisiaj rzadko kto pojmuje znaczenie słowa „prowizor”, bo wyszło już ono ze współczesnego słownictwa. Znaczenia przed latami nie pojmowała też Moja Mądra Mama. Wyczuły to starsze dzieci i wysyłały ją do apteki po pół kilograma owego „prowizora”. Nie wiedziało wtedy dziecko, po co je wysyłają, szło do apteki i prosiło o „prowizora”. A wtedy pomocnik pana Błażejewskiego wyskakiwał za kontuaru i gonił moją Mądrą Mamę wokół całego rynku i naokoło tej studni cembrowanej, co się tam znajdowała...

Our website is protected by DMC Firewall!