A w barze wieluńskim można było spotkać również ludzi na tak zwanych „delegacjach”. Przyjeżdżali oni do nielicznych jeszcze w naszym mieście zakładów pracy i załatwiali jakieś tam sprawy.  Wieluń był wtedy miastem niewielkim, więc każdy przyjezdny był od razu rozpoznawany, gdyż wyróżniał się swym zachowaniem, wyglądem, a nawet ubiorem.

Urzędnicy „na delegacjach” wyglądali naprawdę jak urzędnicy. Cera zielona, rozbiegane oczka, koniecznie mały wąsik, często malowany henną, zaś na głowie berecik granatowego koloru z „antenką” i płaszcz  z tak zwanego „lodenu”. Oczywiście, że w granacie... Latem płaszcz z gabardyny, a pod nim garniturek w prążki, koszulka w paski i krawacik koniecznie na gumce. Buty schodzone i zdarte, sznurówki zawiązana na liczne pęki, a w ręku lub pod pacha teczka z dermy, bardzo rzadko ze skóry, chyba że urzędnik wysokiego stopnia. Teczka zamykana błyszczące zamki, z których jeden dla fasonu zawsze był odpięty. Nerwowe ruchy, tłuste włosy, spocone dłonie... Na nosie często okulary w taniej oprawie, sylwetka

Skulona, jakby ze strachu przed utratą posady lub zaczepki ze strony przechodniów, którym nie załatwił jakiejś sprawy lub źle ją załatwił...

The topic in Kunena hasn't been created yet. Add your reply.
DMC Firewall is developed by Dean Marshall Consultancy Ltd