Mój Wuj – Stanisław Cierkosz- - był felczerem, ale wówczas lepszym znawcą sztuki medycznej od niejednego lekarza. Swój zawód zdobył jeszcze przed pierwszą wojną światową, a umiejętności leczenia nabył podczas wieloletniej praktyki.

Jeszcze przed wojna narażał się władzy sanacyjnej, bo należał do Stronnictwa Narodowego, czyli do prawicy bardzo skrajnej, która występowała przeciw pewnym zasadom demokracji i chociaż zwalczała postępowy ruch ludowy, to jednak Wuj z chłopami żył bardzo dobrze i przyjaźnie, może dlatego, że sam pochodził z tej warstwy i miał kilka kawałków pola w okolicy tamtego sprzed lat Wielunia. Właśnie do niego przychodzili chorzy nie tylko z naszego miasta, ale i z okolicznych wsi, po prostu z całej okolicy. Zwożono chorych wozami, często leżeli oni na tych furmankach opatuleni piernatami, poduchami, kocami. Zdarzało się niekiedy, że na podwórku Cierkoszów chłopskich wozów było tyle, iż przejść tamtędy było trudno. Szczególnie ciasno robiło się tam w piątki i we wtorki, jako że targ był w mieście. Przyjeżdżało do Wujka bardzo wielu chorych, bo uważali go za znakomitego lekarza. Co tu dużo mówić, On posiadał ten dar Boży, którym mógł się dzielić z innymi, niosąc im ulgę w cierpieniach. Ogromne doświadczenie, cierpliwość okazywana chorym, Jego dobroć zjednywała mu wielu pacjentów. Przyjeżdżali do Wujka ludzie z wielu wsi i dlatego brama była zawsze otwarta. Wjeżdżały więc na podwórko chłopskie wozy, rolnicy wyprzęgali konie, które powoli żuły obrok znajdujący się w workach umieszczonych na łbach. Zwierzęta te rżały, może z niecierpliwienia, bo właściciele ich zazwyczaj szli do miasta załatwiać przeróżne sprawy i dopiero później przychodzili do Wujka po medyczną poradę. Zawsze byli przez Niego przyjęci i On nigdy nikomu nie odmówił pomocy.

The topic in Kunena hasn't been created yet. Add your reply.
DMC Firewall is developed by Dean Marshall Consultancy Ltd