Drzwi wejściowe do domu mego wujostwa, malowane niebieską farbą, znajdowały się od strony długiego i nawet dość rozległego wtedy podwórka, niemal pod samymi drewnianymi schodami wiodącymi na pięterko. Na podwórko wchodziło się przez furtkę zbitą ze zwykłych prostych desek, obok której była tak samo zrobiona brama ciągle skrzypiąca i ogromna niby do jakiej stodoły wiodąca. Zazwyczaj była otwarta szeroko.

Pamiętam, że w oknach domu mojej ciotki wisiały piękne, robione z kordonka firanki, a za szybami można było zobaczyć wspaniale kwitnące kwiatki, najczęściej fiołki alpejskie, bo w nich lubowała się Helena Cierkoszowa ogromnie. Kwiatów przeróżnych było też pełno w malutkim ogródku z tyłu domu i kwitły one do późnej jesieni. Ciotka po prostu „miała ręce do kwiatów”, jak niegdyś mówiono. Sama uprawiała ten malutki ogródeczek, bo lubiła to robić. Ciągle coś tam sadziła, przycinała, przesadzała z miejsca na miejsce, a wszystko to pachniało rozmaicie i było niesłychanie kolorowe.

The topic in Kunena hasn't been created yet. Add your reply.
Our website is protected by DMC Firewall!