Niemal naprzeciw wylotu dzisiejszej ulicy Młodzieżowej, o której wtedy nikt nie słyszał, bo jej nie było, stoi niski dom, sięgający swą długością w głąb bocznej polnej drogi raczej niż ulicy. Kiedyś ten dom tętnił życiem i maszynami rozlewającymi smaczną lemoniadę i oranżadę produkowaną przez Śmigielskiego, jedynego w naszym mieście wytwórcy tych napojów.

Chodziłem tam bardzo często, bo u państwa Śmigielskich wychował się Zebek, z którym się przyjaźniłem. Razem urządzaliśmy przeróżne zabawy. Zresztą tam zawsze przychodziła cała gromada dzieci, bo Śmigielscy własnych nie mieli. Dla ciotki Zebka każde dziecko było więc świętością i mogło robić, co tylko chciało. Każde kochała jednakowo. Oprócz Zebka wychowywała jeszcze czarnooką Elę. Tę dobrą i zacną panią lubiliśmy wszyscy. Dzisiaj śmieję się z mego łakomstwa, ale kiedyś rzecz całą traktowałem bardzo poważnie. Otóż, gdy tylko tam przychodziłem i to prosto z domu, to już od razu chciałem iść z powrotem. Kiedy Pani Śmigielska usiłowała  mnie zatrzymać i gdy wypytywała, dlaczego już muszę iść, gdzie mi tak spieszno, to z bardzo smutną miną odpowiadałem, że muszę iść do domu, bo mi się bardzo chce pić. No, oczywiście, dostawałem wtedy całą butelkę oranżady. Po otrzymaniu tej oranżady zostawałem zazwyczaj bardzo długo na zabawie z innymi dziećmi. Takie to było ze mnie łakome dziecko na tę oranżadę, której smaku nigdy nie zapomnę.

The topic in Kunena hasn't been created yet. Add your reply.
DMC Firewall is developed by Dean Marshall Consultancy Ltd